10 września 2014

Moja włosowa historia. W dużym skrócie.




Zacznę od tego, że odkąd pamiętam miałam grzywkę prosto ściętą, zmieniała się jej długość, czasem wpadłam na głupi pomysł by zaczesywać ją na bok, co było bardzo złym pomysłem,ale wtedy było to modne. W sumie to był mój znak rozpoznawalny grzywka i proste włosy za łopatki. Miałam grube włosy o typowym kolorze blondu mysiego, latem zamieniał się na słomiany. 




W gimnazjum dopadła mnie moda na cieniowane włosy i trzymała się mnie dosyć długo bo jeszcze w liceum praktykowałam 'pazurki'. Znów to był głupi pomysł, teraz po latach widzę jego katastrofalne skutki w postaci rozdwajających się końcówek. Tu muszę przyznać się ,że odkąd fryzjerka zrobiła mi te katastrofalne pazurki to przestałam chodzić do fryzjera.Potrafiłam końcówek nie podcinać miesiącami... Od roku staram się ścinać  włosy w U lub czasem na prosto, regularnie co miesiąc. Dążę do tego by optycznie je zagęścić na długości.








Wracając do przeszłości, w liceum oczywiście dopadła mnie ciekawość i za namową koleżanki zafarbowałam włosy na jasny blond, farba nie chwyciła zbyt dobrze i wyszedł mi bardzo ładny miedziany blond, wtedy oczywiście mi się nie podobał, tydzień później , jeszcze raz zafarbowałam , wyszedł ładny blond. Z czasem mi się znudził i zaczęłam farbować włosy tak by dojść do białego. W międzyczasie mocno ściełam włosy , z długości do pasa do ramion. Od tamtej pory już nigdy nie ścinałam tak bardzo włosów. Rosły w swoim tempie, jak na taką ilość farbowań dosyć szybko.








 Co do przygód z farbowaniem zdarzyła mi się wpadka kiedy koleżanka zafarbowała mi włosy rozjaśniaczem z Joanny i wyszły żółte jak u kurczaka, załamałam się tak, że nie poszłam do szkoły, następnego dnia poleciałam do rosmanna po farbe ciemny blond i znów zmieniłam kolor. Dosyć drastycznie potraktowałam moje żółte pióra :P








Wtedy na jakiś czas powstrzymałam swoje zapędy do białego, ale znów coś mi strzeliło do łba i historia zaczęła się powtarzać tylko,że wychodził mi na włosach bardzo jasny blond, inna by byla zadowolona ,ale ja chciałam koniecznie biały , jak śnieg. Chwyciłam za fioletową płukanke do włosów... tym razem skończyło się tak ,że mialam włosy siwo-biało-żółte. Czyli znów bardzo bardzo źle.







Wtedy powiedziałam sobie dość. Wróciłam do farb pt. orzechowy blond. Farba lubiła się wypłukiwać , w dodatku moje włosy rosły 2 cm na miesiac , co 1,5 miesiaca farbowałam, rzadko obcinałam końce. Taki stan trwał 2 lata. Do momentu kiedy zdałam sobie sprawe ,że moje włosy są bardzo suche, sztywne i sztuczne jak u lalki barbie. Były tez dość mocno przerzedzone.






Miałam przygodę też z modelkowaniemna pokazie fryzjerskim i moje włosy zostały potraktowane dużymi ilościami lakierów, tapirów i prostownicami.Ajć. Chociaż tyle dobrego ,że w zamian za uczestnictwo miałam zabieg keratynowy na włosy gratis :P




Myślałam ,że to kwestia genów, ale w końcu do mnie dotarło,że nie. Zobaczyłam to po włosach mojej mamy, która po 2,5 roku zapuszczania ma włosy grube, gęste i do pasa :) I to jest moją motywacją do poprawy swoich kłaków. Tylko tym razem z głową. Bez wydawania fortuny na drogeryjne "cuda" , działające na chwile. Włosów nie farbuje już ponad rok, regularnie podcinam, od 7 miesiecy staram sie nie używac SLS-ów i parabentów PEG oraz staram się regularnie olejować włosy.




                                                                            sierpień  2012 i sierpień 2014




2 komentarze:

  1. ciekawa włosowa historia, fajnie sie czytało :) aż serce mnie zabolało jak zobaczyłam ten tapir z pokazu fryzjerskiego :D fajne zdjęcia, jesteś bardzo ładna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jezus maria, ten tapir był pewnie równie trudny do rozczesania jak dred :D masz śliczne włoski! ale tak to jest, że zawsze chce się mieć inne niż się ma :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...